Słuchaj podcastu i obserwuj nas tam, gdzie Ci najwygodniej:
Partnerem odcinka jest Województwo Podlaskie

Dziś jesteśmy w Lipsku, ale nie podążymy szlakiem Jana Sebastiana Bacha, nie odwiedzimy też okolicznego Halle, poszukując miejsc związanych z Jerzym Fryderykiem Haendlem. Nie dlatego, że nie interesuje nas genialna twórczość wspominanych kompozytorów, ale dlatego, że jesteśmy w Lipsku na Podlasiu, konkretniej zaś – i zgodnie z prawdą – na Suwalszczyźnie. O tym, że powyższe rozróżnienie ma kluczowe znaczenie, jeszcze powiemy. Zacznijmy jednak od tego, co skłoniło nas do wyboru tematu. 

Podlaskie funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni jako region „zasilany naturą”. Chyba każdy, kto pomyśli o województwie podlaskim, w pierwszym momencie ma przed oczyma właśnie to – żubry pośród pierwotnej puszczy, mgły unoszące się nad Biebrzą, wijącą się wstęgę linii brzegowej Jeziora Wigry i łąki, na których niepodzielnie królują poczciwe krowy. Te ostatnie, choć udomowione i służące człowiekowi, stanowią piękny łącznik między majestatyczną i odwieczną przyrodą, a człowiekiem właśnie, który pragnie czerpać z natury to, co najlepsze. Warto wiedzieć, że Podlaskie jest największym w kraju producentem mleka, a sposób, w jaki zorganizowane są nowoczesne farmy, do istny rocket science!

Podlasie synonimem Podlaskiego?

Pora zrobić mały porządek w głowie i poodkładać pojęcia na właściwe półki. Podlasie, jako rozległy region historyczny, obejmuje swoim zasięgiem nie tylko część województwa podlaskiego, ale też jednostki ościenne, rozciągając się na wschodnią część województwa mazowieckiego i północną lubelskiego. Z drugiej zaś strony – w granicach współczesnego województwa podlaskiego leży nie tylko duża część historycznego Podlasia, ale też troszkę Mazowsza oraz Suwalszczyzna. Stolicą dzisiejszego Podlasia jest prężnie rozwijający się Białystok, natomiast historycznym ośrodkiem władzy w regionie był Drohiczyn. Jak zatem widać, Podlasie nie jest synonimem Podlaskiego, a żeby uniknąć nieporozumień, a także nie narazić się miejscowym, dla których to rozróżnienie jest żywe i czytelne, warto vera rebus vocabula restituantur.

Jak Lipsk miał Lipskowi dorównać

Jako się rzekło, naszą wizytę w województwie podlaskim zaczynamy od spaceru po Lipsku w powiecie augustowskim. To miejsce niezwykłe, ponieważ na żywym przykładzie pozwala przyjrzeć się rzeczy, o której już kilka razy wspominaliśmy. Temu mianowicie, że miasto jest tworem celowym i zakłada się je po coś. Inną sprawą jest to, czy zamierzenia twórców i założycieli zostają finalnie zrealizowane. Nader ambitne plany miał względem zakładanego Lipska król Stefan Batory. Mówiło się nawet, że chce uczynić z niego drugi Lipsk handlowy, co było wyraźnym nawiązaniem do kupieckich i targowych tradycji wielkiego miasta o tej samej nazwie.

Historia Lipska

Zacznijmy jednak od samego początku. Pierwsze wzmianki o przyszłym mieście, wówczas jeszcze wsi zwanej Wolą Lipską, znajdujemy pod rokiem 1533. Można również powiedzieć, że pierwszym – w przestrzennym tego słowa rozumieniu – zabiegiem, który miał nadać Lipskowi jego przyszły charakter, była reforma rolna zwana pomiarą włóczną. Wówczas rozproszona zabudowa wsi została uporządkowana i zamknięta w ramach zwartej ulicówki. Osią tego założenia była zapewne dzisiejsza Aleja 400-lecia. Uporządkowana, acz spokojna wieś, czekała na swoje pięć minut, co miało nastąpić już niebawem, gdy o Lipsk upominała się wielka międzynarodowa polityka.

Stefan Batory versus Moskwa

W latach 1558-70 trwała wojna między Wielkim Księstwem Litewskim oraz Cesarstwem Moskiewskim. Podczas tych zmagań wojska moskiewskie zajęły między innymi Połock, Narwę oraz Dorpat. Iwan IV Groźny na chwilę powstrzymał swój apetyt, przyglądając się rozwojowi sytuacji po bezpotomnej śmierci Zygmunta II Augusta. Planował nawet wystawić własną kandydaturę do objęcia tronu polskiego, względnie – zaproponować na to stanowisko swojego syna Fiodora.  Ostatecznie jednak tron polski objął Stefan Batory, który już od początku panowania zaangażowany był w wojnę z Gdańskiem. Problemy Stefana zachęciły Iwana do tego, by w kwestiach terytorialnych poczynać sobie śmielej, wojska moskiewskie wkroczyły więc do Inflant. To natomiast zmusiło Batorego do zdecydowanej odpowiedzi i odsieczy. Stefan odbił Połock i Inflanty, a w roku 1580 ruszyła zwycięska wyprawa na twierdzę Wielkie Łuki. Można zapytać – co wspólnego z tym wszystkim ma nasz Lipsk?

Statek w herbie Lipska

Szlak, którym ciągnęły wojska Batorego, przebiegał między innymi przez okolice Woli Lipskiej. Stan ówczesnych dróg był natomiast katastrofalny, jeśli można w ogóle powiedzieć, że takowe istniały. Transport szedł zatem szlakiem rzecznym – Narwią, następnie zaś Biebrzą. Wówczas dzielni wojacy, wraz z całym zapleczem logistycznym, schodzili na ląd, by dotrzeć do Grodna, gdzie z kolei korzystali z komfortu, jaki dawał im spławny Niemen. Znaczenie miejsca, w którym powstało miasto, musiało przekonać Batorego, by nadać osadzie prawa miejskie. Ósmego grudnia 1580 roku Lipsk został zaszczycony przywilejem lokacyjnym, który rękoma samego monarchy wystawiono w okolicznym Grodnie. Odtąd herbem miasta stał się statek, po dziś przypominający o portowych i handlowych planach, jakie względem Lipska miał Batory. Planach, które – co tu dużo mówić – zwyczajnie nie wypaliły.

Dlaczego Lipsk nie urósł?

Kariery miast, podobnie jak i ludzi, zależne są od wielowątkowych splotów wydarzeń. Wszyscy znamy utalentowanych malarzy, pracowitych przedsiębiorców lub obiecujących sportowców, którzy nie osiągnęli sukcesu. Podobno chodzi o tę szczyptę (czasami nawet większą) szczęścia. W wypadku Lipska zabrakło go. Śmierć wielkiego protektora w osobie Stefana Batorego doprowadziła do wyboru nowego monarchy, co z kolei zmieniło wektory polityki zagranicznej, a wielka historia – w jej łaskawym wymiarze – odwróciła się od miasta. Lipsk dotykały co rusz nowe nieszczęścia, z których największym były łupieżcze przemarsze Szwedów podczas słynnego „potopu”. Dość powiedzieć, że przy rynku ostała się podobno tylko jedna chałupa. Znajdą się pewnie tacy, którzy potraktują „potop” jako wygodną wymówkę, ale trzeba pamiętać, że wydarzenia wojny ze Szwedami odcisnęły gigantyczne piętno na stanie gospodarki ówczesnej Rzeczypospolitej, doprowadzając do upadku dziesiątki miast i miasteczek. Można nawet powiedzieć, że „potop” jest swego rodzaju papierkiem lakmusowym miejskości przez wielkie „M”, bowiem podniosły się po nim, i to nie bez trudu, jedynie naprawdę duże i prężne ośrodki.

Inna sprawa, że lipscy mieszczanie nie potrafili sprostać wyzwaniom i obowiązkom, które na nich nałożono. Nie pobudowali portu i grobli, nie byli też w stanie utrzymać dróg w należytej kondycji, co zapewniłoby właściwą komunikację również w deszczowych i błotnistych porach roku.

Alternatywny przebieg Kanału Augustowskiego

O tym, jak wiele zależy od szczęśliwego splotu okoliczności, przekonuje też niezrealizowana koncepcja, którą wcielono w życie w sąsiednim mieście. Mowa o drodze wodnej, znanej jako Kanał Augustowski, a planowanej z początku w nieco innym przebiegu. W roku 1810 warszawski adwokat, pan Święcicki, złożył na ręce ministra spraw wewnętrznych memoriał, w którym postulował połączenie wodne między Biebrzą i Niemnem. Kanał miał rozpoczynać się w Lipsku, biec przez Haciłówkę, Wołkuszankę i Czarną Hańczę, po czym łączyć się z Niemnem w okolicach Grodna. Kiedy doszło już do właściwych przymiarek pod inwestycję, Ignacy Prądzyński również rozważał poprowadzenie kanału tą drogą, zrezygnował jednak z Lipska ze względu na brak większego zbiornika wodnego. Tę partię w walce o lepszą przyszłość wygrał Augustów. Ostatecznie też szczęście kompletnie odwróciło się od miasta, ponieważ na mocy ukazu carskiego z czerwca 1869 roku Lipsk utracił prawa miejskie, odzyskując je dopiero całkiem niedawno, to jest w roku 1983.

Mówimy o Lipsku jako miejscu niewykorzystanych szans, co  mieszkańcom miasta może  wydać się przykre. Musimy jednak podkreślić, że nie jest naszą intencją „wyżywać” się na mieście, a jedynie wskazać, jak wiele składa się na sukces i karierę ośrodka. Żadne miasto, nawet to w pełni kwitnące, nie może być w stu procentach pewne jutra. W tym zestawieniu potęgi odchodzą w niepamięć, ustępując miejsca miastom, o których wczoraj nikt nawet nie słyszał. Dość wspomnieć Wenecję, emporium o ogromnym wpływie i zasięgu, które dziś, licząc sobie tylu mniej więcej mieszkańców co Radom, oddziałuje na resztę świata najwyżej na polu turystyki i zbiorowej wyobraźni.

Co warto zobaczyć w Lipsku?

Skoro jesteśmy już w Lipsku, rozejrzyjmy się wokoło. Pewnie pierwszym obiektem, który zwróci naszą uwagę, będzie kościół pod wezwaniem Matki Bożej Anielskiej. Nic dziwnego – majestatyczny budynek góruje nad miastem i jest widoczny już z daleka. To dzieło Adama Piotrowskiego, projektanta kościołów w Sztabinie oraz Augustowie. Kościół zbudowano w latach 1906-1914, po czym już kilka lat później trzeba było odbudowywać go z wojennych zniszczeń. Okazała budowla, choć nie stoi w miejscu wcześniejszych, jest spadkobierczynią tradycji parafialnej zapoczątkowanej jeszcze przez Stefana Batorego, który lokując miasto, zadbał też o potrzeby duszpasterskie jego mieszkańców. Najcenniejszym zabytkiem we wnętrzu kościoła jest obraz Matki Bożej Bazylianki, nie tylko starszy od dzisiejszej świątyni, ale też miasteczka w ogóle. Mówiąc o mieście, trzeba również pamiętać, że zabytkiem – choć może trudnym do podziwiania z poziomu ulicy – jest układ przestrzenny Lipska, w którym ukryty jest zamysł samego króla Stefana.

Patronka teściowych

Z parafią lipską związana jest błogosławiona Marianna Biernacka. To kobieta, którą uznać można za patronkę teściowych. Poniosła męczeńską śmierć w Naumowiczach koło Grodna w lipcu 1943 roku, oddając życie za ciężarną synową. Kto zatem ma dobrą teściową, za pośrednictwem błogosławionej Marianny powinien za nią dziękować. Kto zaś nieco gorszą… Hmm, to przecież niemożliwe. Nie ma złych teściowych, a wszystkie te popularne dowcipy to czysta złośliwość.

Linia Mołotowa – fortyfikacje w Lipsku i okolicy

Jest jeszcze jeden zabytek, który koniecznie trzeba zobaczyć, będąc w Lipsku. To rzecz będąca dużym unikatem i wielki kapitał turystyczny. Mowa o fortyfikacjach tzw. Linii Mołotowa. Skromniejsze pozostałości tego typu umocnień można odnaleźć również w rejonie Przemyśla i Brześcia. Schronów w okolicy Lipska jest ponoć przeszło osiemdziesiąt. Są o tyle interesujące, że prezentują nie tylko różne typy, ale też zróżnicowany stan zachowania i wykończenia, zachowały się bowiem obiekty w kilku stadiach budowy. Grodzieński Rejon Umocniony, którego częścią jest lipski odcinek, był elementem wielkiego kordonu, który chronił ZSRR od zachodu, a ciągnął się od Bałtyku, aż w okolice Przemyśla.

Co z tym Bachem?

Jak już wiemy, w naszym Lipsku nie tworzył Jan Sebastian, urodził się za to inny znany i populary muzyk – Janusz Panasewicz. Gdyby jednak Bach wybrał się w te strony, a na dodatek spotkał tu Haendla, mogliby wybrać się na kolację złożoną z samych jajek. Skąd ten pomysł? Ano stąd, że dumą Lipska jest Muzeum Pisanki, a żadne jajko nie jest przecież tak smaczne, jak to, które wcześniej pięknie ozdobiono. Jest nawet szansa, że panowie zdobiliby je na cztery ręce. 

Bach i Haendel na Podlasiu? (sorki – na Suwalszczyźnie)
Przeczytaj więcej na ten temat:
  1. Władysław Czarnecki, Historia ziemi lipskiej
  2. Joanna Tomalska, Warsztat ikonowy w Lipsku nad Biebrzą w XVII w.
  3. Historia parafii w Lipsku

Obrazy ilustrujące artykuły są kompilacją materiałów z wikipedia.org, fotopolska.eu, kpbc.umk.pl, fbc.pionier.net.pl, dostępnych repozytoriów motywów graficznych oraz zdjęć własnych.